Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka
Hongkong

13.07.2019
sobota

#thewestwillriseagain

13 lipca 2019, sobota,

Mam coraz częściej wrażenie, że jednym z powodów dołowania lewej strony w świecie Zachodu jest jej wewnętrzny zakaz odczuwania zadowolenia z siebie.

Owszem i jasne: krytyczna ocena samego siebie była Zachodowi mocno potrzebna: po obu światowych wojnach, kolonializmie, rasizmie, rozbuchaniu społecznych nierówności epoki hiperliberalizmu, żerowaniu na słabszych itd. trzeba było wyciągnąć wnioski. Takie realne spojrzenie na siebie samego jest koniecznym etapem w każdej terapii.

Tylko że takie spojrzenie ma wzmocnić, a nie wbić w wieczną depresję i nieograniczone samobiczowanie się. A mam wrażenie, że zakazane się stało odczuwanie dumy z tego, że jest się częścią Zachodu: było nie było miejsca, który dał światu prawa człowieka, modele społeczne, w których jednostka jest wolna, silna i może się realizować, wielką kulturę i cywilizację. To dzięki podbijaniu bębenka ego wygrał Trump, Kaczyński, Orbán itd., ale oni mieli łatwo, bo nie niuansowali. Powiedzieli „koniec samobiczowania” i pojechali do przodu, za nic nie przepraszając. Ale jak pojechali! Jaka w tym poczuciu własnej godności jest siła! I to, jak mocno pojechali, pokazuje, jak bardzo ta siła jest potrzebna.

A teraz, gdy protestujący przeciwko nieliberalnym, autorytarnym Chinom Hongkong wymachuje brytyjskimi flagami, bo od jedności etnicznej z Chinami jest dla niego ważniejsza jedność cywilizacyjna, ustrojowa, jedność wartości z Zachodem, to tutaj, po lewej stronie, wszyscy nosy na kwintę i milczą. Cii, przecież kolonializm był zły. Tak, był zły, ale czas nauczyć się niuansować.

Samo rozpamiętywanie błędów i wieczna włosienica nikogo nie uratowała. Pierwsze pytanie, jakie zadaje psycholog po wysłuchaniu litanii lamentów i skarg pacjenta na nieszczęsne losy jego życia, brzmi: no dobrze, a co można z tego wyciągnąć pozytywnego?

Nawet jeśli więc ktoś na Zachodzie poczuje dumę z tego, że Hongkong woli czasy, gdy był z Zachodem połączony, niż czasy narodowego zjednoczenia pod chińskim trzewikiem, to się nie przyzna, bo się boi, że go zadziobią jako dzbana i kolonialistę, a prym będzie tu wiodła snowflake’owa lewica, niereprezentująca co prawda żadnego ludu poza ludem kółek wzajemnej lewicowej adoracji, za to moralizująca jak wiejski wikary. I zamiast tego będzie lamentował jak wszyscy inni, że Zachód się kończy, a autorytaryści, czy to chińscy, czy rodzimi, i tak nas wszystkich zeżrą.

Myślę, że potrzebujemy dumy, zadowolenia. Byle nie głupiego, jakie oferują trumpoidy tego świata. Ale wyleźmy w końcu z tej depresji, zapalmy światło.

#thewestwillriseagain

To samo, oczywiście, dotyczy Polski. Na lewicy manifestowanie jakiekolwiek zadowolenia z faktu, że przynależy się do tradycji konstruktu kulturowo-cywilizacyjnego zwanego Rzeczpospolitą spotka się z reakcją obrzydzenia i wymachiwania rączkami pokrytymi modnymi handpoke’owymi tatuażami w stylu minimalistycznym (nie czepiam się akurat dziar, sam takie mam). Bo nasza historia jest WYJĄTKOWO zła. Ale jakoś, na przykład, nie chce mi się wierzyć, że angielska Magna Charta, z której wszyscy są w Anglii dumni, była adresowana do mniejszych dzbanów niż nasze Neminem Captivabimus. I że wyzysk człowieka przez człowieka odbywał się w takiej Francji na przykład na innych zasadach. Owszem, nie stworzyliśmy wielkiej cywilizacji, jak Niemcy na przykład czy rzeczeni Francuzi albo Anglicy, sam się wielokrotnie śmiałem z polskiego kompleksu wyparcia tego faktu, ale znów – samokrytyka nie jest po to by wpadać w kolejne kompleksy. Odwrotne. Poza tym – utrzymywanie się w stanie ciągłego autoszowinizmu tylko dlatego, że ach, historia naszego peryferyjnego europejskiego kraju nie była taka jak się szanownym pięknoduchom by marzyło, że już od Piasta wegetarianizm i tolerancja odmienności, jest czymś z gruntu mało lewicowym. Bo jest pogardą dla słabego i nie do końca mającego fart w życiu.
Mnie się podoba być Rzeczpospolitakiem. Potomkiem tradycji nadnarodowego projektu, który daleki był od ideału, ale miał swoje wartości, i nie zawsze były one beznadziejnie. Na pewno nie częściej niż gdzie indziej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Odnoszę wrażenie, ze częściej i z większym przytupem udawało nam się spieprzyć różne rzeczy. Zwycięstwo 27:1 wyrasta z dość długiej tradycji.

  2. A mnie sie podoba byc Europejczykiem urodzonym w Polsce.

  3. No to jest nas już dwóch Rzeczpospolitaków. Na razie są Janusze i Grażynki. Seby w Beemach też. Polo i plus. Od czegoś trzeba zacząć. Wyczuwam wciąż ogromną pozytywną energię. Na szczęście w tym uroczym bałaganie nikt z polityków nie zdoła jej ujarzmić. Skąd ten optymizm? W sumie – nie ma ciężaru minionych epok, bycia mocarstwem, centrum światowej nauki, bla, bla, kultury etc. Budujemy własny model Rzeczpospolitej. Ludzie smażą, biegają, bawią się bardzo złym smakiem, nie tracą zimnej krwi, patrząc swoim wybrańcom prosto w oczy. Żadne skandale, afery tego nie zmienią. Moc jest. Nawet jakiś przyczajony kryzys ekonomiczny niczego nie rozbije. Ach zobaczyć tę Wisłę za sto lat. Kupa śmiechu.

  4. Bardzo sie ciesze ze jest u nas praworzadnosc, tolerancje, panuje prawo czlowieka itd. Mysle ze te wartosci sa uniwersalne. Poza tym zgadzsm sie z autorem ze trzeba wtracac sie w Hongkong.

    Ale po co mam byc DUMMY bo ktos madry dobry z Afryli albo z Chin nie jest winny ze u mich nie jest tak dobrze. Tam sa ludzie ktorzy duzo wiecej dla innych zrobili w zyciu niz ja. Byc dumny tylko bo zalezymy do jakies grupy jest bez sensu.