Zbawienie Europy zaprawdę może przyjść ze Wschodu. Ale nie takie, jak myślicie

Biedroń, myślę, ma dziś wielką szansę stać się twarzą nie tylko antypopulistycznej wiosny (albo może inaczej: alterpopulistycznej) w Polsce, ale i całej Europie. Nie dość, że otwarcie gejowski polityk, przed którym trzęsą portkami największe polityczne opcje, pojawia się w „katolickiej i tradycjonalistycznej Polsce” (zbitka moim zdaniem nadużywana, dlatego cudzysłów), co już samo w sobie jest na Zachodzie szokiem, to jeszcze jest lepszy sto razy niż Macron w tej roli, bo jako pierwszy zrozumiał, ze kontrnarracja wobec populistów nie może składać się z liberalnych gospodarczo propozycji, tylko z takich, które na stół wprowadzili populiści właśnie.

Tylko liberalna obyczajowo musi być ta narracja, bo mimo całej tej kontrrewolucji przeciw 1968 r. rodem z „Tanga” jest XXI w.

Słowem: wystarczyło mówić to samo co PiS – tylko odwrotnie.

Bo mimo że to, co mówi Biedroń, ogólnie rzecz biorąc niczym nowym nie jest, to w czasach nędzy ideologii, za pamięci pierwszego szerokiego poppokolenia, które do polityki weszło za późnego Fukuyamy, socjaldemokracja nie była jeszcze grana.

A pokolenie to jest pożerającym swoich rodziców spełnionym snem demokratów o masowej partycypacji społecznej w debacie publicznej (pisk, pisk, czemu te masy tak śmierdzą – piszczą teraz idealistyczni deklaratywnie prodemokratyczni Petroniusze). I ono się uczy politologii od pierwszego roku, wstęp do nauk politycznych i takie tam. A nie ma nawet zaliczonego WOS z liceum, pamiętajmy, bo w liberalnej szkole wszyscy mieli wywalone na to, by dobrze wykładać WOS. Raczej mówiło się: „rzuć szkołę, biznes rób. Po co ci ta humanistyka”.

A Biedroń, jednak, jest bardziej lewicowy od Macrona. I program ma mniej brandzlusiowsko-firstworldproblemowy niż Trudeau. Bo Polska to jednak trochę first world problems, ale trochę też third i ich zrozumienie. Zaprawdę ex oriente może być lux.

Nawet jeśli, co mnie mocno drażni, Biedroń jest chyba lepszym kandydatem dla Europy niż Polski. Bo szerokiej wizji na stworzenie PAŃSTWA w Polsce, a nie tylko dania ludziom, to ja nadal, niestety, nie widzę. A tu też wystarczy mówić to samo co PiS, tylko tam, gdzie oni krzyczą „Polska”, my musimy krzyczeć „Rzeczpospolita”. Ze wszystkimi konsekwencjami, czyli wychowywać Polaków nie na nacjonalistów, a na obywateli.

I wtedy patriotyzm sam się urodzi, a nie będzie wmuszany i wbijany pasem do dupy.

I może nawet na kolejnym walnym zgromadzeniu biedrystów hymn państwowy się pojawi, bo teraz jakoś zapomnieli. Ale też dobrze, żeby się ten hymn nie kojarzył z marszami nacków i przechadzkami populistów prawicowych z pochodniami ogrodowymi z Ikei, tylko z porządnie działającym państwem obywatelskim i dumie z jego instytucji.