Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka
Do Rzeczy

27.09.2018
czwartek

Prymitywy na marginesach, czyli „sam jesteś troglodyta”

27 września 2018, czwartek,

Ostatnio rozbawiła mnie okładka „Do Rzeczy” zarzucająca „Gazecie Wyborczej” tendencję do spiskowego myślenia („Spiski, wszędzie spisek” – ryczał nagłówek), utrzymana w tym samym tonie, jakiego lewica i liberałowie tradycyjnie używają przeciw prawicy. Bo generalnie, tak się przyjęło myśleć, to prawicowcy mają przecież tendencję do spiskowego myślenia. Wiadomo, Komoruski, spisek smoleński itd.

Ale okładka „Polski niepodległej” z tytułem o „prymitywnej twarzy lewackich mediów” z głową troglodyty, w którą wmontowano twarz Tomasza Lisa (tak, wiem, ale co ja poradzę, że na prawicy i Lis lewica), utrzymana w tonie „poznaj untermenscha” – już mnie tylko znużyła.

Ech. Nowe „narodowe elity” weszły na pozycje wyższościowe i zarzucają marginalizowanemu „lewackiemu plebsowi” prymitywizm. W tej samej manierze, w jakiej elity zawsze wpychają twarz w to samo tym „gorszym”. Liberałowie zarzucają prymitywizm biedniejszym („zasrają wydmy za 500 plus”), naziści zarzucali go historycznie słabiej gospodarczo rozwiniętym ludom Wschodu itd. Niemiecki stereotyp – Polakom, brytyjski (do pewnego momentu) – Niemcom, Polski – Ukraińcom czy Rosjanom, rosyjski – ludziom z Azji Środkowej itd. Tak to hula.

No a lewica i liberałowie zarzucali – i nadal zarzucają – prymitywizm również prawicy. Nie tylko PiS-owi. Prawicy jako takiej. Mimo że – cóż – marginalizacja prawicy i spychanie jej do roli „prostackiego plebsu” była gwoździem do trumny liberałów. I będzie, najprawdopodobniej, również gwoździem do trumny prawicy.

Zresztą środowiska marginalizowane, niebędące w głównym nurcie, zawsze się w jakiś sposób wobec tych wiodących pauperyzują. Wystarczy przypomnieć, jak kiepsko wyglądały prawicowe tygodniki za czasów PO, jak nieporadnie w stosunku do Zachodu ogarniana była – i nadal jest w sporym stopniu – rzeczywistość Europy Środkowej w sytuacji, gdy ta próbuje do niego dołączyć i kopiuje jego urządzenia. Jakie głupawe hasła podchwytuje czasem spychany na margines KOD na demonstracjach, czasem podobne pod względem histeryczności i spiskowości do haseł demonstracji „prawdziwych Polaków” z czasów gdziejestkrzyża. Każdy, kto jest marginalizowany, a aspiruje do centrum – z perspektywy tego centrum wygląda prymitywnie. Arystokracja gardziła mieszczaństwem i chłopami, mieszczanie już tylko chłopami, bo do uznawanej za bardziej wyrafinowaną kultury arystokratycznej – aspirowali. Biali Amerykanie – Czarnymi, i to wszystko napędzało i nadal napędza się wzajemnie, bo po wyjściu z niewolnictwa i startując z o wiele niższego poziomu cywilizacyjnego niż potomkowie Europejczyków, za którymi stały nie kajdany i pola bawełny, a cała tradycja Europy, od wielu lat nie mogą dorównać białej społeczności w poziomie edukacji i zamożności, a to z kolei znów napędza oskarżenia o prymitywizm i wynikający z niego rasizm. W samym środku takiego zamkniętego koła znajdują się obecnie Romowie.

A prawica pcha do niego liberałów i lewicę, zbiorczo nazywanych na prawicy „lewactwem”. Tak to wygląda.

Ale wcześniej, przypomnę, liberałowie i lewica pchali do tego koła prawicę. Ignorowała prawicowy dyskurs i demonizowała go w podobny sposób, w jaki obecnie demonizuje się lewicę i liberałów. Nie w takim stopniu i nie tak dramatycznie – ale jednak. I w ramach tego prawicowego dyskursu faktycznie pojawiały się – czego należało się spodziewać – prymitywne treści. Prymitywny antysemityzm, prymitywny nacjonalizm, prymitywna antyeuropejskość, teorie spiskowe itd.

Wielkim grzechem Jarosława Kaczyńskiego było podniesienie tego sprymitywizowanego bełkotu do rangi własnej narracji, nadanie mu wartości. A nie musiał: na prawicy było (i nadal jest) mnóstwo wartościowej treści. Dbałość o państwowe instytucje, o ich trwałość i niezmienność (pisowski atak na nie jest przecież jednym z powodów, dla których wielu ludzi jeszcze niedawno głosujących na PiS obecnie wycofuje swoje poparcie, co nie znaczy, że osoby te nie pozostają prawicowcami). Prawica, w tym PiS, ma również na koncie sporo osiągnięć: z grubszych i znanych, wiadomo, zasiłek na dziecko 500 plus, z mniej znanych np. aktywna polityka wobec Polaków na Litwie, a szczególnie rozbicie monopolu na reprezentację ich przez prorosyjski AWPL, czego nie umiała przez lata zrobić PO, i co notabene przeczy mocno uproszczonej narracji liberałów i lewicy o „prorosyjskości” PiS.

Kaczyński wcale nie musiał wchodzić w rolę wulgarnego szczuja, który pobijał prymitywną, ciemnogrodzką retorykę dla własnego zysku politycznego, podczas, gdy jego obowiązkiem, jako polityka, było raczej wydobywanie obywateli z oparów toksycznych, nacjonalistycznych, ksenofobicznych bredni, zamiast ich w nie jeszcze głębiej wpychać. Nie musiał też Kaczyński, jako, podobno, prawicowiec, wkraczać na drogę przestępstwa, zamachując się na państwowe instytucje, i wciągać do tego przestępstwa członków własnego środowiska politycznego.

Ale wielkim grzechem lewicy i liberałów było też zrównanie prawicy jako takiej z brukiem i zepchnięcie ich na te pozycje, na których paskudna, prymitywna ideologia mogła kwitnąć w najlepsze. I które z prawicą mają tyle wspólnego co z każdą inną ideologią – bo wszędzie, w ramach każdej narracji, byle uproszczonej, pojawi się szczucie, pojawią się spiski, prostacka nienawiść do innych pozycji politycznych niż własne, ksenofobia różnego rodzaju – bo przecież tym „obcym”, którego się boimy, nie musi być wcale migrant z Afryki Północnej – może być nim współobywatel, tylko taki, którego nie rozumiemy: noszący koszulkę z żołnierzem wyklętym czy – dla ultraliberałów – ubogi, który „zasra wydmę”, jadąc nad morze za pieniądze z 500 plus.

Owszem, politycy, którzy zamachują się na konstytucję, to przestępcy. Poza nawias debaty publicznej powinni być również wyrzuceni ludzie, którzy wykorzystują narrację faszyzującą, ksenofobiczną, którzy wpychają do polityki fanatyzm religijny. Nie ma tu żadnego symetryzmu. Ale przeciwko nim – przestępcom i fanatykom – powinniśmy stanąć ramię w ramię z prawicą, tą, której głos powinniśmy oddemonizować i – we własnych oczach – odprymitywić. A w wielu kręgach prawicy – należy to podkreślić, bo np. na lewicy często spotkać się można z opinią, że „racjonalna prawica nie istnieje” – równie krytycznie ocenia się faszystów, fanatyków i przestępców przeciw konstytucji, co w centrum i na lewicy. Ba, nawet w samym PiS i jego środowisku wielu ich w ten sposób ocenia. Tylko że obecnie, za sprawą własnego „współuczestnictwa”, braku miejsca, na które można by się wycofać, ale i nieprzepuszczalnego muru niezrozumienia na prawicy i po lewej stronie – wiążą się coraz mocniej z narracją PiS.

Trzeba postawić nowy front: nie przeciw wszystkim postulatom prawicy, bo ta jest w szerokim spektrum politycznym potrzebna, podobnie zresztą jak wykopywani z debaty publicznej i przez prawicę i przez lewicę liberałowie.

Trzeba budować front przeciw niszczeniu państwa: ale szeroki, od lewicy, która nie nazywa wszystkich prawicowców faszystami, po prawicę, ale taką, która nie nazywa lewicowców i liberałów „lewactwem” podobnym robactwu. I tylko takiego frontu PiS będzie w stanie posłuchać i z takim nawiąże jakikolwiek dialog, a tego – również jeśli PiS przegra kolejne wybory – nie unikniemy, bo jesteśmy zamknięci w tym samym państwie. A nikt tam nie będzie słuchał takich, którzy nieswoich wyzywają od troglodytów i wpychają ich w spiskowe narracje.

Centrum po przegranych wyborach odkryło lewicę i rozpoczęło z nią burzliwe, lecz coraz intensywniejsze współżycie. Niech też odkryje prawicę. Być może nie po to, by równie intensywnie z nią współżyć, bez przesady, ale po to, by ktoś w końcu w tej kretyniejącej z dnia na dzień debacie publicznej okazał się mądrzejszy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop