Molwańska wiosna

Nie odkryję Ameryki, ale myślę, że największym błędem, jaki popełniają zachowawcze elity polityczne, jest próba powstrzymania tej ciągnącej fali zmian za pomocą starych, do nikogo już nieprzemawiających haseł.

Klepią je jak pacierze, zamiast zrozumieć jej podłoże i powody, i rozmontowywać ją za pomocą dawania realnych i rzeczowych odpowiedzi na lęki, a nie ciągłego straszenia, że złe idzie. Idzie, i nie ma co owijać w bawełnę, że Kaczyński czy Macierewicz to odpowiedzialny i rzeczowy mąż stanu, Orbán i Trump reprezentują biedę, a Le Pen zbawi świat od wojny i biedy, ale jeśli Francuzi czy Węgrzy boją się zbyt dużej liczby imigrantów, to niekoniecznie dlatego, że są rasistami. Jeśli Polacy odczytali poprawność polityczną (którą sam interpretuję po prostu jako zdrową zasadę „try not to be a dick”) jako zamordyzm, to warto zrozumieć, dlaczego, a nie wyzywać od Januszów.

Nie mówię, żeby ulegać żądaniom ekstremistów, nie mówię nawet, żeby dopuszczać ich reprezentantów, „fałszywych realistów”, do szerokiej debaty publicznej, bo to dopuszczenie nowych Hitlerów (i przestańmy wreszcie pieprzyć, że Hitler zdarzył się raz i już się nie zdarzy). Ale może gdyby w weimarskich Niemczech komuś udało się zaspokoić społeczne potrzeby w inny sposób, niż zrobił to Hitler, to może – MOŻE – do tego wszystkiego by nie doszło. Tymczasem wszyscy ci reprezentanci „starego świata” są bladzi i szarzy jak molwańska wiosna.

A przecież populistów w skali całego Zachodu popiera znacznie mniej niż połowa społeczeństwa. Reszta czeka na coś, co przestanie wreszcie gadać, że „ludzie zwariowali, bo było im za dobrze”, tylko zrozumie, gdzie przekroczono linię społecznej akceptacji. I rozpocznie publiczną debatę o tym, jak wybrnąć z tej sytuacji, żeby nie wpaść we wtórne barbarzyństwo (bo nie łudźmy się, poparcie dla radykalnych rozwiązań w społeczeństwach, w których masowe uczestnictwo w debacie politycznej jest faktem, będzie wielkie: od kary śmierci poczynając, na prześladowaniach nielubianych mniejszości kończąc), ale żeby i dać odpowiedź na społeczne lęki, choćby urojone.