Z Budapesztu o odpowiedzialności (i żeby nie było Szeli)

Orbán mówił dziś w Budapeszcie, że w złej, politycznie poprawnej Europie „nie wolno mówić o tym, że imigranci z krajów muzułmańskich zbudowali w Europie enklawy, które rządzą się własnym prawem”. Otóż wolno.

Tylko przede wszystkim warto być odpowiedzialnym, bo te „enklawy” to nie jest rzecz reprezentatywna dla wszystkich europejskich muzułmanów, tak samo jak nie wszyscy Polacy kradną kołpaki z aut albo chodzą na demonstracje nacjonalistów. Nie wolno szczuć, bo to jest zwykła, ludzka odpowiedzialność, bo wykorzystując takie tu i tam posklejane informacje, informacyjne Frankensteiny, napędzamy hejt i szczujemy ludzi na siebie. I to jest właśnie nieodpowiedzialne. I tego nie powinno być wolno, nie powinno być społecznego przyzwolenia na bycie nieodpowiedzialnym, szczującym politykiem.

Można natomiast – i trzeba – mówić o nieudanych projektach integracyjnych, o rodzinach i społecznościach islamskich, w których funkcjonują zamordystyczne, patriarchalne zwyczaje, i na poziomie instytucjonalnym zwalczać tę patologię. Można i trzeba promować w społecznościach islamskich wiedzę o otwartej Europie i nawet „przymuszać do tolerancji”. Można i powinno się zamykać siejących nienawiść mułłów, można piętnować islamski konserwatyzm i islamski religijny zamordyzm, tak samo jak zamordyzm katolicki. Bo nie ma co się oszukiwać, że przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej to w większości światli zachodnioeuropejczycy, którzy idą tutaj z „Odą do radości” na ustach. Można – i trzeba – szukać rozwiązania problemu imigrantów na miejscu, na Bliskim Wschodzie, bo oczywistym jest, że Europa nie jest w stanie przyjąć wszystkich, którzy by chcieli tu przyjść. Ale trzeba, i Polski, i Węgier też to dotyczy, solidarnie z resztą europejskich krajów partycypować w rozwiązaniu tego problemu.

Ale nie można, do cholery, szczuć ludzi na siebie, opowiadać bredni, że nadchodzą z nożami w zębach i chucią w oczach. W obliczu naprawdę poważnego zagrożenia dla bezpieczeństwa (i, owszem, obyczajowości europejskiej do pewnego stopnia też, bo przecież Kolonia się wydarzyła) należy wzmacniać instytucje, zarówno europejskie, jak i narodowe, a nie ludową nienawiść, bo ludowa nienawiść to jest Szela i Wołyń.

A ci, którzy szczują, i to szczują dla własnego politycznego zysku, to nie są odpowiedzialni politycy. To zwykli populistyczni szalbierze, oszuści i łgarze, których obecność przy władzy jest tragedią. Bo władza musi być mądra i odpowiedzialna, a nie histeryczna i głupawo napędzająca konflikty, które można rozwiązać w inny sposób, niż rozkręcając nienawiść.

Zgadzam się, owszem, że polityczna poprawność czasem prowadzi do zamiatania problemów pod dywan, ale generalnie jest po prostu takim samym dobrym obyczajem jak zakaz plucia ludziom w twarze na ulicy i srania im pod drzwiami.

I tak kończąc, myślę sobie, że jeśli w Smoleńsku, w co trudno uwierzyć, ale załóżmy, ktoś pomógł tupolewowi się rozbić, to dałbym wszystko, żeby to nie rozwrzeszczany, rozhisteryzowany PiS z Macierewiczem – paranoikiem i Kaczyńskim – hejtującym Benzino Napalonim – wyprowadzali nas z tego kryzysu. Tylko ktoś o wiele bardziej odpowiedzialny.