Europa Środkowa wraca na swoje miejsce

Polska nie przestaje mnie zadziwiać. Francja i Niemcy – kraje, w których są muzułmanie – nie histeryzują i nie stosują odpowiedzialności zbiorowej jak faszyści, tylko spokojnie stoją na straży własnych europejskich wartości i mówią: nie damy się podzielić, nie pozwolimy zwulgaryzować tego, co jest istotą Europy i co jest dla nas ważne: racjonalizmu, wolności, otwartości i dystansu.

A w Polsce, gdzie islamu jak na lekarstwo (i pewnie dlatego jest demonizowany), szef pisowskiego MSZ Witold Waszczykowski mówi o oszalałym lewactwie, szef trzeciej z kolei partii w Sejmie, Paweł Kukiz – o dziczy i zbrodniczych liberałach, a swoje dodaje również dziwnego wzoru lewicowiec Leszek Miller. A prawicowi publicyści popychają nas na orbánowską drogę, w objęcia Putina, którego postrzegają jako zbawcę Europy, chrześcijaństwa i człowieka z jajami.

I tak Europa Środkowa odchodzi od demokracji, której nie rozumie, i wraca tam, gdzie zawsze była: do krainy tyranii i zamordyzmu. Do Europy Wschodniej. Jest mi smutno i wstyd.

Tak, to jest wojna, ale wojna w tym, co skrajne – i w islamie: z bigoterią, fundamentalizmem i terroryzmem, ale i na szeroko pojętym Zachodzie: z histerycznym nacjonalizmem, prowadzącym do zamordyzmu w różnych, równie szarych i ponurych odmianach.

Więc mam gdzieś ten szantaż emocjonalny typu „nie mówisz jednym głosem z nami, nacjonalistami – to znaczy, że chcesz islamizacji Europy”. Bo to nawet w przybliżeniu nie jest takie proste. A jeśli Europa chciałaby się pozbyć muzułmanów (jak?), musiałaby się stać brunatnym totalitaryzmem równym temu najbardziej smutnemu islamskiemu snu o jednorodnym, brodato-czadorowym społeczeństwie, w którym jeśli myślisz inaczej niż umma, to podlegasz odstrzałowi.

Też mnie nie cieszy, że razem z uchodźcami napłynął do Europy konserwatyzm (choć ani w promilu nie tak potworny, jak histeryzuje prawica), oczekiwane napięcia społeczne i wzrost skrajnej prawicy. Ale oni już tu są, Europa nie jest wyspą i żyje na świecie, wojna to nie jest film w TV. Muzułmanie są w Europie i trzeba w imię europejskiej solidarności pomóc tym krajom UE, które mają z uchodźcami problem, a nie odwracać się od Europy i lecieć pod sukienkę wujka Putina.

Bo Europa jest Europą dlatego, że próbuje, a nie histeryzuje, i nawet jeśli integracja jest skrajnie trudnym wyzwaniem, to się go podejmuje, a nie ucieka od tego wyzwania w zamordyzm. Łatwo jest dać, czego nie zabraknie, ale tak to nie wygląda. Czy myślicie, że przyjęcie Europy Wschodniej do UE sprawiło, że polepszyła się jakość samej Unii? Czy my naprawdę nie mamy wobec nikogo długów do spłacenia? Poza tym, last but not least, czy to ludzie uciekający przed ISIS zrobili tę rzeź we Francji czy ISIS?

I nie pozwólmy sobie wmówić, że jest tak, że tylko faszystowskie hasła typu „internować muzułmanów” to jedyna możliwa reakcja. Bo reakcja powinna być mocna: rozwalić ISIS w drobiazgi, wyrzucić z Europy wszystkich mułłów, którzy choć zająkną się o dżihadzie, władzy mężczyzny nad kobietą i ogólnie braku akceptacji europejskich wartości – i pomagać sobie w ramach UE wzajemnie z integracją tych muzułmanów, którzy tu są.

A jeśli komuś trzeba pomóc – to pomóc, bo jesteśmy silnym kontynentem z silnymi wartościami, który nie wpada w histerię z byle powodu.