Krajobraz po wpier…u, czyli galwanizowanie Maćka

Tak jak wszyscy patrzyłem z fascynacją, jak Platforma Obywatelska miesiącami nadstawia szyi i daje się dorżnąć.

PO przegrało? I miało za co. Pokazało, że jest trupem, którego jak by nie galwanizować, to się nie ruszy, oka nie otworzy. Maćkiem na desce, któremu jak by nie grać, to nie podskoczy. Miał, oczywiście, rację Cimoszewicz, obwiniając za ten stan rzeczy Donalda Tuska, który najpierw powycinał z PO wszystkich, którzy mieli jakikolwiek sens, a następnie poszedł sobie awansować z premiera Polski na króla Europy. Nie mam nic przeciwko takiemu wyborowi Tuska, jasne, ale nie w takim momencie! Zostawianie osłabionej Platformy w takiej chwili, z Kopacz i Schetyną jako dwoma największymi macherami, uzupełnianej o niedotopców z PiS typu Dorn czy Kamiński – to była jednak czysta nieodpowiedzialność. PO przerżnęło – i sprawiedliwie przerżnęło. Wygrał PiS. A teraz zła wiadomość – PO jest najważniejszą partią opozycyjną w Sejmie i innej mogącej ją zastąpić najpewniej nie będzie. Przepraszam – zła wiadomość? Nie, nie. To bardzo zła wiadomość.

Bo tego Maćka jednak trzeba będzie zgalwanizować. Sytuacja wygląda bowiem następująco: prawicowe nastroje wśród młodych rosną, nie maleją. To już nie te czasy, w których po blokowiskach niosło się nawoływanie o schowanie babci dowodu, teraz to wnuczkowie przysiadają babciom-dziadkom u stóp i słuchają pieśni o obrońcach naszych polskich granic i bohaterach spod kresowych stanic. I w samym słuchaniu jest wszystko w porządku, ale z tego słuchania płyną im wnioski dziwne. Że wróg, jak wtedy: i na granicach, i w granicach.

My też tu nie jesteśmy bez winy. My, którzy obsesyjnie rozmontowujemy histeryczną, opresyjną wersję polskości, poszliśmy w tym rozmontowywaniu trochę jednak za daleko i nie zauważyliśmy, że rozmontowujemy ludziom rzeczywistość spod nóg, a przynajmniej ci ludzie tak to widzieli, bo innej rzeczywistości niż polska nie znają. Bo okej, chcieliśmy zdjąć z Polski aureolę świętości i sprowadzić polskość do poziomu racjonalnej publicznej debaty, żeby nie jak nad tym złotym cielcem, a jak nad każdą inną konstrukcją się pochylić. Ale zapomnieliśmy to wytłumaczyć tym, dla których jednak Polska świętością jest, bo tak zostali wychowani i nie czytają nam w myślach. I oni nie wiedzieli, że próbujemy polskość odbóstwić po coś, oni widzieli wyłącznie nihilistów szydzących z ich świętości. Pomogliśmy zrobić im z siebie wrogów, a powinniśmy być, cholera, trochę mądrzejsi. Ale to trochę inna sprawa.

Prawicowe nastroje rosną, a PiS, jako partia rządząca, za chwilę stanie się dla nich częścią systemu, przeciwko któremu będą występować. PiS stanie się być może zbyt mało radykalny, zbyt mainstreamowy etc. Nacjonalistyczna prawica lubi kręcić takie zarzuty. Być może zobaczymy to już 11 listopada, kiedy to prawicowy rząd będzie musiał wozić się z jeszcze bardziej prawicowymi dzieciakami w kominiarkach, atakującymi radiowozy, przechodniów i pokojowo sobie rosnące przy ulicach drzewka.

W każdym razie – na prawo od PiS, pewnie na bazie czegoś już teraz istniejącego, pojawi się wcześniej czy później ruch, gromadzący ludzi, których do tej pory gromadził PiS, ale których już, jako partia rządząca i zbyt mało dla nich radykalna, nie będzie gromadził. Takich, dla których ruch Kukiza to jednak zbyt wielki idiotyzm, a ruch Korwina to mimo wszystko śmiech na sali. Słowem – polski Jobbik. Sam Jobbik, jasne, również jest śmiechem na sali, ale jest o wiele bardziej spójny ideologicznie niż Kukiz i bardziej prospołeczny niż Korwin. I jeśli Jarosławowi uda się wolta z rozbiciem PO i wciągnięciem części jego członków do PiS, czyli, innymi słowy, zrobieniem POPiSu, ale na własnych warunkach, to sensownej parlamentarnej opozycji dla PiS zabraknie.

Jarosław ogłosi się prezesem ponad podziałami, mężem opatrznościowym, pasterzem politycznego centrum, a tych PO-wców, którzy nie będą chcieli wejść do Neo-POPiSu (niczym się od PiS nie różniącym) – nazwie ekstremistami i psujami demokracji i porozumienia. Resztówka PO i Nowoczesna może okazać się zbyt słaba, by stać się porządną opozycją, mogącą zatrzymać rosnący napór prawicy, i za jakiś czas możemy mieć sytuację taką jak na Węgrzech: że jedyną realną alternatywą dla prawicy (Fidesz) jest jeszcze bardziej groteskowa i niebezpieczna prawica (Jobbik). Dlatego, niestety, nadal trzeba Maćka galwanizować.

Nie bardzo to jednak, szczerze mówiąc, widzę. Mam nadzieję, że PO odnajdzie się lepiej jako opozycja niż jako partia rządząca. Że zacznie gromadzić wokół siebie znów rzeczowych i błyskotliwych ludzi, a nie populistycznie grać spadochroniarzami poprzednich ustawień czy ludźmi o mentalności i horyzontach Stanisława Anioła czy, w najlepszym wypadku, ambitnych i dzielnych polityków, którzy byliby świetnymi dyrektorami podstawówek, ale nie ludźmi sterującymi państwem. Że coś drgnie w tym Maćku, bo, niestety, tylko na tym leżącym na desce trupie można, póki co, budować jakie-takie polityczne centrum.