Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka Między Rurytanią a Molwanią - Blog Ziemowita Szczerka

9.09.2015
środa

Dziura w płocie Viktora Orbana. Jak wygląda wędrówka ludów

9 września 2015, środa,

Wjeżdżając do Budapesztu, spodziewałem się miasta opanowanego przez barbarzyńców. Tak przynajmniej wynikałoby z poziomu histerii na polskich forach i społecznościówkach, z których rozlega się, na grozę, bicie w dzwony: idą. Idą.

Ciągną, a nad ich skudlonymi głowami ciężko się unosi smród końca cywilizacji i niemytych ciał.Granica Serbii i Węgier. Przerwa w granicznym murze, przez którą uchodźcy przedostają się na WęgryNic z tego: Budapeszt był spokojny jak zwykle. Albo niespokojny jak zwykle. Hipsterzy i dandysi kręcili się pomiędzy bagietkarniami i dizajnerskimi knajpami, jedli bajgle z kaczą wątróbką. Kierowcy zajeżdżali sobie wzajemnie drogę. Polscy plecakowcy szukali miejsca, w jakim by można spokojnie nad Dunajem wypić wino. Rosyjscy, niemieccy i amerykańscy turyści kręcili się po obu stronach rzeki, a bogate witryny, absolutnie niesplądrowane, błyszczały w najlepsze.

Nie, nie szydzę. Nie ironizuję nawet. Nie mam nic przeciwko wielkomiejskiemu, europejskiemu stylowi życia ani błyszczącym witrynom. Czemu miałbym mieć. Chodzi mi wyłącznie o to, że gdybym naprawdę miał dostosować swoją percepcję do tonu polskiej debaty publicznej dotyczącej imigrantów, musiałbym być zaskoczony, że Budapeszt nie przypomina Rzymu opanowanego przez Wandali. I że na Vaci utca, jak w średniowieczu w ruinach Forum Romanum, pasterze w kożuchach nie wypasają kóz przypędzonych z dalekich, dzikich krain. Że te kozy nie pogryzają kwiatków z kwietników i przystrzyżonych trawników. Że przez Most Elżbiety nie ciągną ponure procesje czarnowłosych i śniadych ludzi w podrabianych adidasach, bazarowych dżinsach, z dżihadzkimi brodami i mordem w oczach. I że nie pędzą przed sobą czarnych worków z dziurami na oczy, w których mieszczą się kobiety. Tak, też się tego boję, jak wy wszyscy. Ten obrazek islamskiego końca cywilizacji jest wdrukowany również w moją głowę. Ale go tam nie zobaczyłem. Szczerze mówiąc, poza dworcem Keleti nie widziałem w Budapeszcie pół uchodźcy.

*

Ale dworzec Keleti mnie jednak zaskoczył. Wiedziałem co prawda, że większość uchodźców opuściła już Keleti, ale nie spodziewałem się, że dworzec będzie mniej więcej taki jak zawsze. Czyli w miarę porządny, ale lekko przybrudzony, wyglądający na trochę zmęczony całym tym przepompowywaniem Keletu w Nyugat, obsługiwaniem całej tej gorszej strony Dunaju i służeniem za punkt przerzutowy na odwiecznej trasie wędrówki z Rurytanii, Bordurii, Syldawii i wszystkich Boratostanów do krain Śródziemia.

Cudów, myślałem, nie ma. Jak wędrówka ludów, to wędrówka ludów, i to nie jest tak, że tabuny ludów spoza cywilizacji, zalągłszy się w jednym miejscu, który w dodatku uważają za punkt strategiczny, po prostu go opuszczą i śladu po nich nie zostanie. I cudów nie było. Został nie tylko ślad, ale i sami uchodźcy, których aż tak znów mało nie było. Kilkaset osób. Niektórzy kręcili się w okolicy peronów, inni w podziemnym przejściu. Stały tam namioty igloo, działał darmowy internet i punkt ładowania komórek. Ale nie było tłumów. Miejsca było sporo. Przechodnie kręcili się między imigrantami. Wolontariusze Migration Aid rozdawali jedzenie. Można ich było poznać po białych, gumowych rękawiczkach naciągniętych na dłonie. Wyglądali w nich trochę jak postaci z kreskówek Disneya. Ubrania z donacji leżały w stosach. Można było przebierać.

Migranci byli nieco przygaszeni i zmęczeni. Pociągi do Wiednia i Monachium już jeździły, kupowali więc bilety, ale wielkich kolejek przy kasach nie było. Kilku wolontariuszy tłumaczyło im na angielski rozkład jazdy. Policjanci strzegący peronu trochę się nudzili i byli wyraźnie zmęczeni. Kręcili się też po okolicy policjant niemiecki i austriacki. Trzymali się razem i chichotali z czegoś po niemiecku. Węgierscy gliniarze myśleli chyba, że z nich i cięli w nich podejrzliwymi spojrzeniami. Nie chcieli rozmawiać. Ani Niemiec, ani Austriak, ani Węgrzy. Wywracali oczami i mówili, żebym sobie poszedł pogadać do „police press”. W sumie im się nie dziwiłem. Cały dzień siedzieli na dworcu i cholera ich już brała. Na ich miejscu też by mi się gadać nie chciało.

W zasadzie to wszystko mamy – mówił Viktor, Amerykanin węgierskiego pochodzenia, brodaty i szeroki jak krasnolud, wolontariusz Migration Aid. – Woda jest, ciuchy są. Ciuchów jest tyle, że bezdomni z Budapesztu też korzystają. I to jest zresztą okej, bo pomoc jest dla wszystkich. Czemu mieliby nie korzystać. Ale wiesz – ściszył głos – pomagają głównie studenci z Erasmusa, obcokrajowcy. Węgrów prawie tu nie ma… – Viktor robi minę typu „you know what I mean, man”, i w tym momencie minęła go wolontariuszka głośno mówiąca po węgiersku. Mina Viktora zmieniła się w minę mówiącą: „no okej, ale to nie jest reprezentatywne”.

Teraz – mówił Viktor – to już jest spokój. Nie mam w oku miarki, ale jeszcze niedawno było tu ze trzy tysiące osób. Było dość trudno, ledwie wyrabialiśmy, ale w sumie najgorsze, co się działo, to próby kradzieży wody z magazynów. Komuś się w kolejce stać nie chciało.

A były jakieś problemy wynikające z… – zastanowiłem się, jak to ująć – … konserwatywnej postawy wyznawców islamu? – Wyrecytowałem.
Viktor się zamyślił.

Noo – powiedział – kilka razy było tak, że ustawiały się dwie kolejki po wodę czy jedzenie: jedna mężczyźni, druga – kobiety z dziećmi. Ale poza tym to jestem trochę zaskoczony, bo nawet się nie modlili, nie widziałem tych wszystkich dywaników i kłaniania się w stronę Mekki. Wiesz, tu najwięcej jest Syryjczyków i Irakijczyków, a to do niedawna były świeckie państwa.

Inni wolontariusze też mówią, że najgorsze przeszło, ale że w porównaniu z najazdem barbarzyńców, o jakim trąbiły media, to sytuacja była w miarę spokojna.

Widziałem, że przychodzili tutaj tacy, którym wydawało się, że zobaczą piekło, przynosili aparaty – mówi mi jakiś chłopak kręcący się przy rozdawaniu wody. – Kręcili się, rozczarowani, robili parę zdjęć śpiących na ziemi ludzi i wychodzili.

Ja też nie bardzo miałem co fotografować. Zrobiłem zdjęcie kilku namiotów pod wielkim świecącym neonem z napisem „Burger”, zrobiłem zdjęcie kilku dzieciaków grających w piłkę, sterty ubrań, pomiędzy którymi kręciło się kilka wybrzydzających i przebierających osób. Jakaś kobieta w chuście na głowie podtykała wolontariuszce pod nos jakiś ciuch i mówiła coś z pretensją w głosie. Wolontariuszka była zniecierpliwiona i trochę wkurzona, ale powściągała nerwy.

Ma’am – mówiła zimnym, zmęczonym głosem. – Proszę po prostu wziąć coś, co pani odpowiada.

*

Na peronie stały pociągi do Wiednia i Monachium. Imigranci, z biletami w rękach, podeszli pod bramki. Policjanci ocknęli się z letargu, jakby ktoś ich włączył. Obstawili przejście i razem z kolejarzami sprawdzali bilety. Wpuszczali tylko tych, którzy mieli miejscówki.

Skandal! – oburzała się jakaś dziewczyna. Towarzyszył jej czarnobrody chłopak o wyglądzie tak hipsterskim, że gapiono by się na niego z otwartymi ustami nawet na Zbawiksie. – Sprzedają nam takie bilety w kasie, a my za nie płacimy! I teraz się okazuje, że są nic nie warte? To po cholerę je sprzedają?

Policjanci popatrzyli po sobie i zrobili dla nich wąskie przejście.

Wchodźcie – powiedzieli, i dziewczyna z chłopakiem weszli. Być może przez to ich hipsterstwo policjanci nie byli w stanie orzec, czy są imigrantami, czy na przykład starymi i dobrymi obywatelami, dajmy na to, Norwegii, Holandii czy Francji. Obywatelami Schengen. Albo Amerykanami. Ludźmi Zachodu w każdym razie. Choć z ewidentnie Middle-Eastern heritage, ale było to heritage już oswojone, zachodnie. W ich oburzeniu było coś swojskiego, codziennego, w stylu „panie, co pan mi tu”. Więc na wszelki wypadek ich wpuścili.

Ale przyznać trzeba, że wpuszczali też innych. Trudno powiedzieć, według jakiego klucza. Chyba bez klucza po prostu. Ty wchodzisz, ty nie. A, dodajmy, wszyscy niewpuszczeni byli w takiej samej sytuacji jak hipsterzy. Wszyscy mieli bilety, ale bez miejscówek. Szczerze mówiąc, byłem zdziwiony, że ci odrzuceni reagują tak słabo. Że nie krzyczą i nie próbują się wedrzeć na peron. Że do białości nie wk**wia ich, jak wk**iłoby zapewne wielu ludzi, czy to w Polsce, czy to na Węgrzech, to typowo wschodnioeuropejskie podejście: w kasie można, owszem, kupić bilet, ale kasjer już nie poinformuje cię, że warto by do tego kupić też miejscówkę, bo bez miejscówki nie pojedziesz. Chociaż niewykluczone, że kasjerzy ich informowali, że miejscówek już nie ma, a oni kupowali i tak. Może kasjerzy przemawiali do nich wyłącznie po węgiersku, bo inaczej nie umieli. A może imigranci ignorowali fakt braku miejscówek i myśleli, że jakoś to po prostu będzie.

Powiedzieli, że nie ma miejsc – powiedział mi chłopak, krępy Irakijczyk, który odbił się od granatowego muru policjantów. – To po cholerę sprzedawali mi bilet? Nie rozumiem tego. Mam nadzieję, że można jeszcze go oddać. To sporo kasy…

Jako wschodnio-czy-tam-środkowo-europejczyk, znający wschodnio-czy-tam-środkowoeuropejskie realia, nie chciałem go rozczarowywać. Zresztą, pomyślałem, być może sam tego biletu nie kupił. Ludzie, którzy zgłaszają się do wolontariuszy z chęcią pomocy imigrantom, są przez tych wolontariuszy kierowani do kas, żeby kupili imigrantom bilety. Bo wszystko inne, jak dotychczas, na Keleti jest.

I co teraz zrobisz? – Spytałem Irakijczyka.
A co mam zrobić – wzruszył ramionami. – Jutro spróbuję.
Good luck – powiedziałem, bo co miałem powiedzieć.
Good luck… – parsknął.

*

Nie chcą się na Węgrzech rejestrować – powiedział mi Viktor – bo boją się, że jeśli się tu zarejestrują, to już tu zostaną. Albo jeśli wyjadą, to właśnie na Węgry zostaną deportowani. A oni bardzo tego nie chcą. A Orbán z kolei mówi tak: nie ma rejestracji – nie ma pomocy. Wiesz – ścisza głos – chodzi pewnie o pozyskanie większej kasy na pomoc dla imigrantów…

Ale to jest przecież dla Orbána niewygodne – odpowiadam. – Przecież po cholerę miałoby mu zależeć na tym, żeby się tu rejestrowali. I żeby mu ich tu deportowano.

Viktor patrzy na mnie zmęczonym wzrokiem.

No taaa… – mówi. – No nie wiem. Ale wiesz, ta kasa na pomoc… Zresztą – zmienia temat. – Nikt z rządu nie pomaga. Nikt z państwa. Nawet Czerwony Krzyż. Przyjechali raz, popatrzyli i pojechali. Pewnie im Orbán zagroził, że jeśli zaczną pomagać, to im podetnie finansowanie…

Tę historię o Czerwonym Krzyżu, brzmiącą jak totalna teoria spiskowa, usłyszeć miałem jeszcze wiele razy. Widziałem jednak ich logo na obozie dla uchodźców w Röszke, miejscu, w którym uchodźcy przekraczają granicę i gdzie mieszczą się obozy, a na swojej stronie internetowej węgierski Czerwony Krzyż zamieszcza informacje o pomocy udzielanej uchodźcom. Informacja jednak jest z połowy lipca, a szczerze mówiąc, nie widziałem ich ani na Keleti, ani w obozie przejściowym w Röszke, czyli tam, gdzie bardzo by się przydali.

A z jakich krajów jest najwięcej osób? – pytam Viktora.
Syria – mówi on. – Irak, Afganistan, Pakistan…
A czy zdarza się, że ludzie podszywają się pod Syryjczyków? Bo wiadomo, opinia jest taka, że oni dostają azyl z automatu
Wiesz, mnie jest trudno ocenić, czy na przykład Irakijczyk udaje Syryjczyka – mówi Viktor. – Nie jestem specem od Bliskiego Wschodu. Ale jasne, słyszy się takie historie. Że ktoś wyrzuca dokumenty, a potem twierdzi, że je ukradziono i mówi, że jest z Syrii. Ale wiesz, każdy może coś takiego opowiadać… To jest teoretycznie możliwe, i jak udowodnisz, że tak jest albo nie jest?

*

Wielu Syryjczyków jednak trudno pomylić z kimś innym. Stylem, ubiorem i fryzurami przypominają bardziej mieszkańców Śródziemnomorza czy Bałkanów niż stereotypowych mieszkańców Bliskiego Wschodu. Podobnie jak Libańczycy. Wielu zresztą uchodźców, którzy tu, w Röszke, kłębili się na ziemi, między namiotami, reklamówkami i śmieciami, wyglądało tak, że gdyby wyjąć ich z kontekstu tego nieszczęsnego tymczasowego obozu i wstawić w ulicę jakiegokolwiek serbskiego czy węgierskiego miasteczka, niespecjalnie różniliby się od jego mieszkańców. Bardzo często to ten kontekst właśnie naklejał im łatkę: to uchodźcy. Migranci, uciekinierzy. Zaraza dla jednych, godni współczucia biedacy dla innych.

Siedzę tu już dwa dni – mówiła mi Syryjka o punkowym sznycie, w trampkach i obcisłych legginsach – a matka czeka na mnie w Kopenhadze. A nawet nie dotarłam do prawdziwego obozu, siedzę tutaj, na ziemi, marznę w nocy jak cholera. I nie wiem nawet, kiedy będę mogła się umyć.

Ten tymczasowy „obóz” to faktycznie dramat. Sąsiednia wieś, Röszke, jest wyczyszczona, wypielęgnowana, ładniutka i wygląda jak lepsze Niemcy. Jeździłem po uliczkach i jak zawsze brała mnie cholera, że w Polsce nikt w ten sposób nie potrafi zająć się przestrzenią publiczną. Czego nam brakuje, że nasze ulice przypominają bardziej miejsca, z których pochodzą ci ludzie w obozie, niż ulice sąsiedniego kraju w Europie Środkowej. Na ulicach Röszke panowały taki spokój i pustka, jakby wszyscy nagle wyparowali w efekcie jakiegoś termojądrowego wybuchu. Tych nielicznych ludzi, których spotykałem, pytałem, jak dojechać do obozu i gdzie znajdę wolontariuszy.

Wolontariusze? – żachnął się jakiś siwy facet na ulicy – Wie pan, gdy do ich stolika w kawiarni podchodzą Cyganie, to ich odganiają, a imigrantom pomagają, bo to teraz modne. Tak to jest z tymi socjalistami.

W budynku lokalnej administracji nie było mera. „Będzie w piątek” – powiedziano mi. Chłopak w białej koszuli siedzący ze smutnymi oczami za biurkiem powiedział mi, że Röszke nie ma jak imigrantom pomagać.

Karetkę możemy czasem wysłać – powiedział. – Jak coś się poważnego stanie.

*

Kawałek za Röszke, pustym i pięknym, zaczyna się dramat. To rozdeptany kawał węgierskiego stepu, otoczony kordonem policjantów. Stoją ramię przy ramieniu, z kieszeni na udach sterczą im butelki wody. Są zmęczeni jak cholera, ale przede wszystkim znużeni. Ileż można stać bez ruchu pośrodku nudnego stepu. W dodatku trywialnego, bo ojczystego. W środku ich kordonu próbują jakoś funkcjonować imigranci. Siedzą wokół namiotów, kręcą się w kolejkach do kilku ubikacji, do wody i jedzenia wydzielanego przez wolontariuszy. Próbują jakoś schronić się przed wiecznym i znużonym okiem policjantów, którzy gapią się na nich – bo na co innego mają się gapić. Imigranci próbują nie zwracać na nich uwagi. Na nich i na hordy dziennikarzy, którzy roją się wokół nich z długimi pyskami aparatów. A ja, czując się jak kretyn, jak zawsze w takiej sytuacji, między nimi. To drugie jest trudniejsze. Co chwila ktoś z uchodźców chowa twarz w dłoniach.

Ali, Syryjczyk, mówi perfekcyjnym angielskim. Przyjechał z żoną i małym dzieckiem. Jak wielu, rozjaśnił sobie trochę włosy, które teraz są rude.
Człowieku – mówi – ja chcę po prostu mieć normalne życie. Żonę, dom, żółtego psa, jak na amerykańskich filmach.
Labradora – mówię.
Labradora. Uciekam z własnego kraju przed tymi islamistycznymi pojebami, a tutaj wszyscy się boją, że jestem islamistą i im podpalę Europę. Jadę do Szwecji, tam jest spokojnie, a ja chcę spokoju. To znaczy – mówi – mam nadzieję, że jadę do Szwecji.

Starszy pan, który siedzi przed namiotem na skraju obozowiska, również Syryjczyk, jedzie do Niemiec, bo ma tam rodzinę, a w domu w Syrii – wyłącznie barbarzyńców, którzy ścinają ludziom głowy i handlują ludźmi jak bydłem. Grupa afgańskich chłopaków jedzie, generalnie, za Zachód. Nie bardzo wiedzą, gdzie dokładnie, ale mają po kilkanaście lat i życie przed sobą, a w Afganistanie, jak twierdzą, żyć się nie da. Nie chcę im mówić, że prawdopodobnie jako pierwsi odbiją się od urzędu imigracyjnego. Algierczyk, który podróżuje w towarzystwie dwóch spotkanych w drodze Sudańczyków, jedzie do Francji, gdzie ma brata i widoki na pracę. Sudańczycy słabo mówią po angielsku i jadą do Niemiec.

Jadą teoretycznie. Bo na razie czekają, aż zostaną przeniesieni do prawdziwego obozu z tego przerażającego, płaskiego miejsca otoczonego, dzień i noc, policjantami. To znaczy – do wojskowych namiotów otoczonych wysokim, drucianym płotem. Co się z nimi stanie później, czy puszczą ich dalej, na Keleti, do Wiednia i Monachium – nie wiadomo.

Raz na jakiś czas podstawiane są autobusy przewożące ludzi do obozu. Uchodźcy tłoczą się przy nich: chcą się umyć, wyspać w jako takich warunkach. To właśnie w takich momentach puszczają nerwy: i uchodźcom, i policjantom. Ale otwartej agresji nie ma, wyłącznie pchanie się i odpychanie. Czasem jakieś przekleństwo wymamrotane przez zaciśnięte zęby. Nad tłumem unoszą się długie pyski kamer i ekranów komórek. Jakiś starszy, wąsaty mężczyzna stoi w drzwiach autobusu i krzyczy. Straszny krzyk. Nie wiem, czy oddzielono go od rodziny, czy zostawił na ziemi dobytek, którego nie zdążył zabrać ze sobą. Drzwi się zamykają, autobus odjeżdża. Ci, którym nie udało się wejść, gwiżdżą.

Ludzie są sfrustrowani – mówi Ali. – W nocy marzniemy na kość, toalet mało, nie ma jak się załatwić. Czujemy się jak niebezpieczne i pilnowane zwierzęta, otoczeni przez gliny, obfotografowywani z każdej strony. Długo byś tak wytrzymał? Ty możesz tu wejść i wyjść kiedy chcesz, ja i moja rodzina możemy tylko wejść. Wszyscy poza tym czują się przegrani. Bardzo wielu straciło kupę pieniędzy na jakichś mafiozów, którzy obiecywali, że zawiozą ich tu czy tam, brali pieniądze i znikali. To mafia, człowieku. Ja na przykład zapłaciłem człowiekowi, który miał mnie i moją rodzinę zawieźć do Budapesztu. Wziął pieniądze, dużo pieniędzy, i zawiózł mnie na policję. No i wylądowałem tu. A pieniądze? – zapytałem go. – Jakie pieniądze? – odpowiedział.

I co dalej? – pytam.
A ja wiem, co dalej? – wzrusza ramionami Ali. – Nie mamy pojęcia, co z nami Węgrzy zrobią, ale raczej nie puszczą zbyt szybko. Poza tym nikt, ale to nikt nie chce zostać na Węgrzech. Ludzie są uprzedzeni. Węgierscy policjanci są, jacy są, ja osobiście uważam, że nie aż tacy źli, ale ludzie ich nie lubią. Widzą to tak: Węgrzy są źli, bo nas tu trzymają, w tych potwornych warunkach, a Serbowie byli okej, bo nas puszczali, mówili: idźcie, idźcie, idźcie. Po prostu chcieli żebyśmy wyszli z ich kraju, ale to było też po naszej myśli, a ci tutaj… Dlatego właśnie co chwila ktoś ucieka: nikt nie chce tkwić w tym obozie Bóg wie ile. Wszyscy mają jakieś plany, cel.

W nocy z poniedziałku na wtorek uciekło kilkaset osób: poszli na Budapeszt autostradą, którą władze zamknęły. Uchodźców wyłapano, wsadzono w autobusy i przywieziono z powrotem do Röszke. W ten dzień, w którym tam byłem, część imigrantów również spróbowała uciekać: przerwali kordon i wbiegli w otaczające obozowisko spalone od słońca słoneczniki. To właśnie wtedy węgierska dziennikarka z prawicowego medium podstawiała im nogi. Policjanci rozbiegli się za imigrantami: tamci mieli mało szans.

Pobiegliśmy za nimi – opowiadał mi dziennikarz, operator, którego spotkałem na miejscu. – I widzę taki obrazek: w słonecznikach kuca rodzina, a kawałek dalej stoją gliniarze i się rozglądają. Rodzina patrzy na mnie błagalnie i kładzie palce na ustach: ciii. Taki fajny obrazek by był – wzdycha operator. – No ale przecież nie mogłem tych ludzi wystawić. Poszedłem dalej, nawet prezenterowi nic nie mówiłem…

*

Szedłem w stronę orbánowskiego płotu, który Węgrzy zbudowali na granicy z Serbią. Blaszana kreska błyszczała w słońcu na horyzoncie. Ale tutaj, w Röszke, kreska się szczerbiła, by w pewnym momencie w ogóle zniknąć: była to wyrwa, którą biegły tory kolejowe. Tą wyrwą właśnie szli na Węgry imigranci. Pod czujnym okiem serbskich i węgierskich policjantów. Szły – rodziny, samotni faceci. Jakiś mężczyzna w kapeluszu prowadził ślepca z laską. Byli fotogeniczni, więc dziennikarze obstąpili ich momentalnie.

Nie wiem, jak Europa wyobraża sobie imigrantów, ale mam wrażenie, że jak armię, w której każdy jest na obraz i podobieństwo Hasana z Ulubatu, brodatego olbrzyma, który pierwszy wdarł się na mury Konstantynopola. Nie, nie można było udowodnić, że ci kolesie, którzy podskakiwali z radości, gdy wkraczali na węgierską ziemię, nie wiedząc jeszcze, co ich czeka w obozie w Röszke, nie byli terrorystami, którzy zetną nam wszystkim głowy. Ale wyglądali po prostu na kolesi, którzy przeszli długą, męczącą drogę i, wyczerpani i ledwo żywi, ochoczo pozdrawiali każdego, kto ich mija, szukając w ich oczach ludzkich odruchów.

Niektórzy nieśli na ramionach dzieci, inni prowadzili starszych albo utykających. Uśmiechałem się do nich. To nie była nawała zerwanej tamy, to był ciurkający, kontrolowany przez policję przeciek, choć, owszem, ciurkał długo i nieprzerwanie. Pytali, w którą stronę iść. Co ich czeka. Gdzie ich ulokują. Jak długo będą musieli siedzieć w obozie, zanim ich Węgrzy puszczą w dalszą drogę.

Szczerze mówiąc, nie miałem pojęcia, co im mówić. Czy pokazywać im drogę do obozu, czy raczej radzić, żeby przedzierali się do Keleti, dopóki nie ma tam tłumów? Choć na przedarcie się samodzielne, szczerze mówiąc, szans specjalnych nie mieli, za to ryzykowali sporo, że ktoś ich wyroluje, wsadzi do ciężarówki, cholera wie co jeszcze? Z drugiej strony – w obozach mieli zapewnione pożywienie, nocleg – i wpadali pod szorstką, bo szorstką, ale opiekę kraju Unii Europejskiej, do której przecież szli. W porządku, opieką trudno to było nazwać, ale – wcześniej czy później – musieli zetknąć się z europejskim oficjalnym systemem, choć zapewne lepiej z austriackim bądź niemieckim niż węgierskim.

Nie miałem pojęcia, co im mówić. Serio. Więc po prostu mówiłem, że nie wiem. Ostrzegałem, jak wygląda sytuacja w obozie przejściowym i mówiłem, gdzie on jest. Im trochę uśmiechy spełzały z ust, ale szli dalej.

Ale wielu tych, którzy zobaczyli obóz – wracało. Wracali do Serbii i mówili, że Węgry to nie jest najlepsza droga do Europy. Znajdą – mówili – lepszą.

Jaką? – Pytałem.
Jakoś to będzie – uśmiechali się ciężko.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 32

Dodaj komentarz »
  1. i w tym jest problem: jest x milionow ludzi (nas), ktorym zyje sie dobrze, i circa 6,5 miliarda, ktorzy tez by chcieli. Nie moge ich za to winic, bo tez bym chcial, na ich miejscu. Kazdy by chcial. Ma Pan pomysl, jak to rozwiazac, zna Pan kogos, kto ma taki pomysl? Tzn. zeby wszyscy mieli?

  2. Niech pan odpowie na proste pytania : Jaki jest udział Węgier i odpowiedzialność Węgier za awanturę jaka rozpętali globliści na Bliskim Wschodzie.
    Jaka jest udział Polski i innych krajów w tej awanturze i zbrodni.
    Przyjmowanie warunków jakie Polsce narzuca globalizm jest dowodem utraty zdolności odróżniania działań podejmowanych we własnym interesie od działań podejmowanych w interesie kolonizatora. Polska „eksportuje” młodych ludzi do ciężkiej pracy na zachodzie UE , a jest zmuszana do przyjmowania ludzi z zewnątrz, których trzeba brać na utrzymanie , ponieważ oni przez pierwsze parę lat do niczego się nie nadają. Nie znają języka, niektórzy nie potrafią nawet liczyć, nie mają żadnego wykształcenia zawodowego.
    Tak w praktyce wygląda polski biznes robiony z UE ?
    Emigrację Polaków na zachód Europy nie można porównywać do tego skandalu jaki Europie podrzucili globalni banksterzy.

  3. Uzupełniam informację odnośnie zwrotu pieniędzy za bilety kolejowe. Dziś rano opowiadali w radio, że żona Ferenc Gyuercsanya była na dworcu Keleti i spotkała się z rodziną ktora wydała majątek na kupienie biletów i nie została wpuszczona do pociągu. Poszli do kasy po pieniądze, okazało się, że mogą zwrócić do 3000 forintów (około 10 eur), jak ktoś chce więcej to trzeba iść do zarządu stacji. Poszli do zarządu, a tam dali do wypełnienia kilkustronicowy formularz po węgiersku, a potem rozpatrzą do 30 dni i jak przyslługuje zwrot to wyślą piniądze na konto bankowe albo na węgierski adres zamieszkania. Po tych informacjach rodzina rozpłakała się i wszyscy rozeszli się ze łzami w oczach. Następnego dnia tutejszy PKP (MAV) zniosl limit wypłaty w kasach biletowych i mogą zwracać dowone kwoty za nie wykorzystane bilety.
    Wszystko jest podobno na Facebooku u p. Dobrev Klara (żona byłego premiera)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @woytek
    Udział Polski jest mały, ale realny: na ochotnika, z pieśnią na ustach i „wicie rozumicie” opowieściami o świetnych kontraktach jakie zdobędziemy jako sojusznik okupanta, weszliśmy do Iraku w ramach nielegalnej, agresywnej wojny która zniszczyła Irak i stworzyła ISIS. I to nie „globalni banksterzy” nas do tego zmusili, to my, Polacy, tak sobie wykombinowaliśmy, że wspomaganie Wielkiego Brata w rozwalaniu Bliskiego Wschodu nam się na pewno opłaci.

    Protestowałeś wtedy przeciwko inwazji?

  6. „– Człowieku – mówi – ja chcę po prostu mieć normalne życie. Żonę, dom, żółtego psa, jak na amerykańskich filmach.
    – Labradora – mówię.
    – Labradora. Uciekam z własnego kraju przed tymi islamistycznymi pojebami, a tutaj wszyscy się boją, że jestem islamistą i im podpalę Europę. Jadę do Szwecji, tam jest spokojnie, a ja chcę spokoju. To znaczy – mówi – mam nadzieję, że jadę do Szwecji.”

    I tu jest problem. Uciekają przed wojną, ale zamiast cieszyć się, że trafili na tereny bezpieczne, chcą od razu do Niemiec czy do Szwecji licząc na „american dream”. Węgrzy źli, Serbowie byli ok, ale i tak nawet nie przeszło przez myśl, żeby u nich zostać. Zamiast doceniać, że trafili w miejsce, gdzie przecież już jest spokojnie to oni chcą jeszcze więcej. Chcą. A ktoś im powiedział, że na wszystko trzeba sobie zapracować? Czy może liczą na darmowe prezenty od niemieckich i szwedzkich rządów, nieprzypadkowo krajów znanych z wysokiego socjalu?

    PS ucieczka przed islamistami do… Szwecji? Tej Szwecji, która jest jednym z najpopularniejszych europejskich krajów dla islamistów? Ciekawe… Tylko mało w tym logiki.

  7. Bardzo ciekawy reportaż. Przedstawia „problem uchodźców” od ludzkiej strony, a tego mi brakuje w tych wszystkich dyskusjach. Zwykłej ludzkiej wrażliwości. Tego, aby w imigrancie z Syrii zobaczyć CZŁOWIEKA, a nie obcego.
    Niestety do pozbawionych wrażliwości rasistów i ksenofobów nic z tego i tak nie dotrze. Ciągle będą pisać o wrednych Stanach Zjednoczonych i międzynarodowych finansistach, straszyć zalewem dzikich hord i końcem naszego świata i naszej cywilizacji. Niestety jest to kwestia wrażliwości lub jej braku. Kogoś, kto jest pozbawiony uczucia empatii żadne racjonalne argumenty nie przekonają, bo on racjonalnie nie myśli. On kieruje się wyłącznie swoimi fobiami i uprzedzeniami.
    Pocieszające jest to, że według ostatnich badań większość polaków jest imigrantom przychylna. Nie znajduje to jedynie wyrazu na wszelkiego rodzaju forach, czy mediach społecznościowych, gdzie niepodzielnie panuje histeria i fobia. Swoją drogą ciekawe zagadnienie socjologiczno-psychologiczne. Dlaczego w internecie tak bardzo aktywni są wyłącznie ludzie pełni uprzedzeń i nienawiści? Dlaczego ta mniejszość nadaje ton publicznej dyskusji?
    Zachowanie polityków PO potwierdza jedynie to, o czym wiedziałem od zawsze, że partia ta jest wyłącznie łagodniejszą odmianą tej samej formacji, co PiS. Przedstawianie przez media obu formacji, jako skrajnie odmiennych jest niepoważne. Obie partie są strasznie kołtuńskie i zachowawcze. Dzisiaj wyraźnie widać brak w Polsce silnej formacji lewicowej oraz konserwatywnej, ale w Zachodnim cywilizowanym wydaniu.

  8. Z zainteresowaniem przeczytałem tę – pozbawioną histerii, (która opanowała różne fora dyskutujące na ten temat) relację.
    Cieszę się, że nie było nic o obrzucanych ekskrementami autobusach, ani o Węgierkach wyciąganych z samochodów za włosy przez muzułmańską dzicz (w stylu modnej ostatnio – a wyssanej z palca – relacji pewnego podróżnika konfabulatora).

  9. Znakomity tekst, dziękuję. Cóż, socjalne państwa zachodu nie wytrzymają długo naporu ludzi z żółtymi psami, uciekającymi przed „islamistycznymi pojebami”. Ludzi wymieszanych z owymi pojebami, bo dlaczego nie wierzyć islamistom, kiedy mówią, że wysyłają swoich do Europy, by byli gotowi…? Ciekawi mnie jak pan Ziemowit dał radę pominąć wzrokiem góry śmieci zawsze obecne wokół imigrantów z trzeciego świata? Może dlatego, że jest to zachowanie tak podobne to zachowania młodzieży z blokowisk, że już dla pana Ziemowita niezauważalne? Na koniec tylko jedna uwaga – kultura się liczy. Ludzie nie zostawiają w krzakach na granicy niczego więcej poza paszportami, bo wszyscy nagle stają się Syryjczykami. W szczególności nie zostawiają tam bliskowschodniej agresji, która jest częścią wyposażenia umysłowego mężczyzny tamże, nie zostawiają przekonań na temat roli kobiety w społeczenstwie, gejów i tego, żeśmy są tu wszyscy diabłami, od których „im się należy”.

    Dynamika społeczna jest taka, że choćby oni wszyscy byli aniołami, to po osiągnięciu masy krytycznej zaczną się konflikty pomiędzy grupami ludności. Tak było zawsze i wszędzie. Dlaczego teraz w Europie miałoby tak nie być? Co się zmieniło? Ktoś wierzy w bzdurzenie Fukuyamy o końcu historii?

  10. Dziękuję bardzo za tę relację, tak po prostu, po ludzku opowiedzianą, bez sensacyjności newsowego dziennikarstwa czy łzawego apelowania do sumień i „kamiennych serc”. Zwyczajne spotkanie człowieka z człowiekiem, tylko że jeden z nich jest w drodze. Zdaję sobie sprawę, że większość z uchodźców to normalni i pewnie sympatyczni ludzie, tylko ta ich liczba jest problemem. Bo procentowo w każdej grupie ludzkiej jest ileś fajnych, ileś przeciętnych i nudnych i ileś tam zupełnie beznadziejnych jednostek, jakichś koszmarnych oszołomów albo prostaków. A im więcej uchodźców, tym więcej tych ostatnich. I oni naprawdę mogą narobić nam kłopotów. Nam, Europejczykom, bo nam Polakom pewnie nie. Do Polski i tak trafi niewielu, o ile w ogóle.

  11. Taki mały argument Turcja jest państwem bardzo laickim co nie zmienia faktu że drugie pokolenie emigrantów z tego kraju radykalizuje się w Niemczech . Jest dość dużo reportaży podkreślających ten problem w Niemieckiej telewizji. Kolejnym przykładem na to może być już oklepany temat Gothenbergii (można znaleźć reportaż na YouTube) gdzie młodzież wypowiada się na tematy religijne dość radykalnie . Jest tam ciekawa konkluzja na temat tego od kogo kopiują swoje zachowanie. https://www.youtube.com/watch?v=-QgBHUoGapI można znaleźć pod tym hasłem Firemen and Police in Sweden attacked by muslims. Zapraszam do obejrzenia

  12. Tęsknota by było „jak na Zachodzie” na Wschodzie jest powszechna.Na Bliskim i w Polsce także,pomimo okrzyków „zawsze byliśmy w Europie”.@Garmin np tęskni za partiami „jak na Zachodzie”.
    Pomyślec warto,że erupcja emigracyjna Polaków mogła by wyglądac podobnie ,gdyby nie udane dołączenie do UE i NATO.Bez łaski i z wyrachowaniem lecz warto o tym pamiętac.
    Płyną stąd także nasze zobowiązania (pedagogiczny smrodek ).Demonstrowanie przy tej okazji naszej „lepszości” moralnej od podłych kolonizatorów jest b.wschodnie.Podłych zachodnich zupełnie nie interesują takie demonstracje .Liczą na egzekucje wzajemnych zobowiazań.

  13. Ciekawe, jak zachowywali by się Polacy, gdyby tu zwaliły się takie masy uchodźców jak w Budapeszcie. Na odległość to można mówić byle co, gorzej gdy trzeba działać.

  14. Przeczytałem relację P. Szczerka z wielkim zainteresowaniem. To co opisuje jest zadziwiająco podobne do tego co sam przeżyłem w Traiskirchen w Austrii w 1981 – 1982 r. gdy zalali ją setkami tysięcy Polacy, głównie emigranci ekonomiczni, uciekający na Zachód. Jakbym tam znów był…..

    @Supertramp
    Czy masz jakieś potwierdzenie, że to konfabulacja K. Bulonisa?? Bardzo by mi się przydały, historyjka stała się wysoce zaraźliwa na sieci i jest z lubością powtarzana i powielana przez bigotów oraz siewców strachu i nienawiści, a ja lubię przekłuwać baloniki.

  15. Reporter przyjechał, gdy Węgrzy już opanowali sytuację i sprzątnęli Keleti, a Austria zaczęła wpuszczać emigrantow. Przedtem bylo dużo gorzej. Notabene Węgry sa krajem dużo lepiej zorganizowanym i rządzonym niż Polska.

  16. „Nie wiem, jak Europa wyobraża sobie imigrantów” – w wielu krajach Europy pytanie jest nieaktualne od bardzo dawna – nikt ich sobie juz nie wyobraza bo imigracja jest istotna czescia codziennego zycia politycznego, ekonomicznego i spolecznego…
    Mysle, ze imigranci nie pala sie do osiedlenia sie w Polsce. Ani ci co szukaja lepszego zycia, ani ci co „chca scinac glowy chrzescijanom” – przeciez duza czesc z nich nie ma pojecia gdzie lezy Polska tak jak my nie wiemy gdzie ta Syria. Praktycznie nieliczymy sie w Europie i tymbardziej na swiecie. Ale kraje liczace sie w Europie dobrze wiedza gdzie lezy Polska i nie zapomna nam, ze pierwotnie jako jeden z dwoch krajow Europy zadeklarowalismy ZERO imigrantow do przyjecia – nie dlatego, ze jestesmy rasistami ale dlatego, ze odmowilismy solidarnosci, do ktorej sie zobowiazalismy wchodzac do UE. Nie mowie, ze trzeba ich przyjac i nie wiem jak ich przyjac i za czyje pieniadze. Nie mam pomyslu. Ale wiem jak wielu Francuzow (w tym tych portugalskich, hiczpanskich czy wloskich) patrzylo na mnie „z wyrzutem”…

  17. @Herstoryk opowiedz jak to było z wami żydami. Dlaczego wobec tego teraz nie chcecie wprowadzić do Izraela ani jednego imigranta? Dlaczego jesteście w stanie budować mur na granicy z Syrią? Dlaczego nam polakom nakazujecie przyjmować tysiące muzułmanów podczas gdy Wy nie macie zamiaru przyjąć nikogo?

  18. Dobrze, że ktoś tutaj zauważył, że to myśmy (mam na myśli Polskę) jakoś też dołożyli się do tego bliskowschodniego bałaganu. To myśmy (między innymi) weszli do Iraku. Braliśmy udział w rozwalaniu, pardon „interwencji” w tym kraju. A teraz udajemy, że ten problem nas nie dotyczy.

  19. Amerykanie ogłosili kilka dni temu, że chcą przyjąć na swoje terytorium 1800, ściśle wyselekcjonowanych uchodźców z Syrii. Dlaczego tak liczba jest mniejsza nawet od tej, co pierwotnie zaoferowała Polska? Waszyngton nie ma wątpliwości: obawiamy się terrorystów.
    Kraje arabskie nie chcą przyjąć uchodźców – swoich pobratymców – z tego samego powodu co Amerykanie. Premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział :
    Nie pozwolimy, aby Izrael został zalany falą nielegalnych imigrantów i terrorystów.
    Ksenofob? Rasista? Niech no któryś z pożytecznych idiotów opowiadających się za masowym powitaniem nad Wisłą tłumów z Bliskiego Wschodu powie tak o premierze Izraela!
    Te trzy przykłady kategorycznej odmowy przyjęcia uchodźców pokazuje, że są ludzie na świecie, którzy potrafią przewidywać skutki różnych decyzji. My też powinniśmy potrafić to zrobić, bo na naszych oczach runął już dawno zachodni mit multikulti.
    Muzułmanie nie integrują się z zachodnimi społeczeństwami. Robią to jednostki, ale one natychmiast są odsądzane od czci i wiary przez swoich pobratymców i muszą być otoczone ochroną policyjna, bo grozi im śmierć. Za przykład może służyć żyjąca w Austrii Sabatina James, która uciekła z Pakistanu, przyjęła katolicyzm w 2003 r. i od tamtej pory ostrzega Austriaków i Niemców przed islamem. Nie przed terrorystami, ale właśnie przed islamem, bowiem nie ukrywa ona, że to synonimy.

  20. Herstoryk,
    Przyjrzałem się bliżej tej relacji Bulonisa. Niestety, wygląda mi ona na jedną wielką konfabulację – być może wynikającą ze skłonności autora do mitomanii.
    Przede wszystkim włoska droga SS 621, (o której pisze on na swoim blogu, że była miejscem rzekomego wydarzenia) nie jest drogą prowadzącą do Austrii, tylko wgłąb doliny parku narodowego, gdzie się kończy (na kilka kilometrów przed granicą z włosko-austriacką, która nota bene przebiega przez górskie granie). To niemożliwe, żeby znalazło się na niej „kilka tysięcy” uchodźców, którzy tą drogą chcieli się dostać do Austrii.
    Wnioskuję, że Pan Bulonis wyssał to wszystko sobie z palca, a tysiące ludzi (bezmyślnie lub celowo) rozpowszechnia to jako prawdę, ulegając manipulacji, graniu na negatywnych ludzkich emocjach i podsycaniu wrogości do migrantów.
    A pan Bulonis ma swoje „15 minut” sławy, o co pewnie mu chodziło.

  21. Nawiazujac do tytulu wedrowka ludow jeszcze na dobre sie nie zaczela, to co widzimy to przedsmak tego co Europe czeka w przyszlym roku. To nie bedzie 800 tysiecy jakie deklaruje przyjac pani Merkel ale miliony obcych nam kulturowo i wyznaniowo ludzi. Czy w imie (nowo) europejskich wartosci mamy wyrzec sie wlasnej kultury, tradycji, wartosci? O asymilacji i integracji tych przybyszy nie ma mowy bo dowiodly tego lata takich eksperymentow w Europie Zachodniej. Mniejszosci kiedy urosna w liczby zawsze domagaja sie aby gospodarz wprowadzal zmiany w swoim domu.

  22. To nie histeria, to rzeczywistość, autorowi tego wpisu polecam więc następującą lekturę:

    „Mam rodzinę na wyspie Kos, w Atenach i na Peloponezie – jedna moja kuzynka jest żoną greckiego policjanta, a mąż drugiej pracuje w Urzędzie Miejskim (pracownik samorządowy). Mam także rodzinę w Rzymie.

    Mnie kitu się nie da wepchać. Mam wiadomości z pierwszej ręki. Kuzynki mi opisują, co mają pod oknami. Znam tez języki obce i umiem czytać ze zrozumieniem.

    W takiej sytuacji nie dam się wziąć na zmanipulowane zdjęcia „uchodźców”, na których są głównie kobiety. Porażająca większość tych ludzi – w realu – to młodzi faceci, którzy zachowują się roszczeniowo oraz agresywnie.”
    http://goo.gl/ej5D17
    http://goo.gl/CEcbxq

    A także relację naocznego swiadka:
    http://goo.gl/uBKJcr
    http://goo.gl/4HwOMG

    oraz wideo:
    http://www.wykop.pl/link/2738947/krajobraz-po-przejsciu-imigrantow/
    https://www.youtube.com/watch?v=tl16QDk2sig
    https://www.youtube.com/watch?v=ZrSGZswoeL8
    https://www.youtube.com/watch?t=5&v=UpZuEmKwNjM

    A teraz się zapewne dowiem, że mam mózg przeżarty prawactem:P

  23. Jaka propaganda!

  24. O widzę, że etatowi obrońcy praw człowieka już rozpracowali „konfabulacje” Kamila Bulonisa mając na to prawdziwie porażający dowód w postaci swojego świętego przekonania. W moich linkach zamieściłem miedzy innymi jego odpowiedź na tez zarzuty jak i nagrania wideo potwierdzające, że agresywne zachowanie nie jest obce imigrantom.

    Jezu, skąd tacy się biorą.

  25. O uchodźcach, jak o zmarłych – tylko dobrze. Nie tak dawno „Polityka” i „Gazeta Wyborcza” uporczywie propagowały politykę milości do Ukrainy, zachęcając jednocześnie do nienawiści wobec Rosji. Pojawiające się na przyblogowych forach głosy rozsądku, nawołujące do umiaru zarówno w miłości, jak i nienawiści wycinano, bądź poddawano miażdzącej krytyce, wyzywając ich autorów od „sowieckich trolli” i innych zdrajców. Później okazało się, że te trolle miały rację tzn. ani jedni, ani drudzy na żadne z owych uczuć nie zasługują.
    Przez 30 lat pracowałem jako dziennikarz, w tym przez 14 lat w „Gazecie Wyborczej” i wiem, że na jeden temat, można napisać kilka zupełnie różnych tekstów. Nie twierdzę, że Pan Szczerek realizuje jakieś wytyczne przełożonych, ja myślę, że Pan Szczerek, tak to – po prostu widzi. Myślę, że obraz byłby pełniejszy, gdyby Redaktor znał węgierski, bądź wybrał się tam z tlumaczem i porozmawiał z budapeszteńską „ulicą” , pojechał też do Debreczyna, gdzie znajduje się ośrodek dla 1300 uchodźców i też pogadał z ludźmi, i gdyby się zanurzył w lokalnych mediach…itd.
    Teza artykułu jest taka, że w sumie migranci są ok, bo co w tym złego, że chcą mieć domki, samochody i żółte psy. Nie można mieć do nich pretensji, że demolują ogrodzenia, że naruszają samowolnie granice, że demolują ośrodki, że nie chcą podawać swoich danych i w ogóle nie poddawać się procedurom związanym z uzyskaniem azylu. A wyciągać za włosy – nomen omen 🙂 – Włoszkę z samochodu, to już naprawdę nie podobne do migranta! Włoszkę za włosy, z samochodu, to może wydzierać… no, taki np. „kacap”, no i może Polak czy inny Rumun. Przecież doskonale wiemy, że muzułamanie nie popełniają przestępstw. Ja w przeciwieństwie do niektórych uważam, że jest wysoce prawdopodobne, że jacyś Syryjczycy, Kosowarzy, Bośniacy, Somalijczycy, Eskimosi etc. również są do tego zdolni, zresztą okazja czyni złodzieja, szczegolnie kiedy złodzieja traktuje się ulgowo.

    Trochę mi się nie podoba, to wystawianie, przez dziennikarzy i różnych ekpsertów – ocen z moralności, przy jednoczesnym braku próby zrozumienia, tych, którym się te cenzurki wystawia. Trzeba pojechać do miasteczka, do wioseczki i pogadać z narodem. Naród nie jest zresztą taki zły – jakaś parafia przygotowała syryjskiej rodzinie lokum, a dorosłym członkom rodziny pracę. Uchodźcy nie zabawili długo i uciekli. Zachowali się rezolutnie, oni wiedzę, że jak będą pracować, to za owo lokum będą musieli płacić, zasiłków też nie będzie. A w takiej np. UK dostaną mieszkanie, lub dom, z „kwaterunku”, a ponieważ nie mają pracy lecz zasiłki dla bezrobotnych, „miasto” opłaca również czynsz. Na zasiłkach żyją całe pokolenia, pracując jednocześnie na czarno. Że, co, że Polacy też wyłudzają świadczenia? Tak, są tacy, ale chyba jakiś promil, bo z ca. 800 tys. Polakow na Wyspach, tylko 3% pobiera świadczenia i nie sądzę, żeby owych 3 proc.wszysycy wyłudzali, natomiast wśród wyżej wspomnanych, jest to norma.
    Dlaczego piszę o tych zasiłkach? To są potężne sumy,a tempo rozmnażania się ludności muzułmańskiej jest naprawę imponujące – nie trzeba inwazji, wystarczy tych, co już tu są,( zresztą UK nie przyjmie ich setek tysięcy, lecz dwadzieścia kilka), toteż prędzej czy później będzie musiało dojść do rezygnacji z zagwarawantowanej ustawowo płacy minimalnej i dalszego cięcia zasiłków, a nie muszę mówić, czym to grozi.
    Dawno temu, z powodów pragmatycznych Anglia i Francja nie pomogła Polsce, ponieważ było to nieopłacalne. i ilekroć tak będzie, to na pomoc nie będziemy mogli liczyć i nieważne Auschwitze, Majdanki, getta, powstania – nie, bo to się nie opłaca. Brzmi to brutalnie, ale tak jest, więc może my też sprawdźmy, czy nam się to opłaca?

  26. Krotkowzrocznosc Niemiec oraz bezwlad i niemoc Europy zdumiewaja. Jesli to, co proponuje i promuje Pani Kanclerz ma byc obecna norma UE, to wszyscy mozemy wyrzucic paszporty do kosza i …. hulaj dusza! Z jednej strony spedzamy dlugie godziny przechodzac przez kolejne ogniwa kontroli na lotniskach a z drugiej masa napierajacego tlumu przechodzi przez badz co badz panstwowe granice jak przez sito. Obowiazkiem panstwa jest obrona granic i interesow obywateli a nie uleganie pohukiwaniom unijnych urzednikow, ktorzy z politycznej poprawnosci i intelektualnej indolencji nie potrafia calosciowo i dalekosieznie ocenic skutkow populistycznych decyzji, ktore dzisiaj podejmuja. Pomoc humanitarna ludziom, ktorych zycie jest zagrozone – tak. Uchodzctwo ekonomiczne – nie. Skoordynowane dzialania oraz przestrzeganie procedur, w tym rejestracyjnych i weryfikacyjnych – tak. Uleganie naporowi tlumu o calkowicie innym od europejskiego podlozu kulturowym i religijnym – nie.

  27. Zwykla turystyka socjalna nic wiecej , po opuszczeniu kraju sa bezpieczni w pierwszm kraju teraz lamiac wszelkie prawa szukaja najbogatszych krajow . jak mozna lamac wszystkie mozliwe prawa na wstepie swojej drogi emigracyjnej ?

  28. Ciekawe by było śledzenie losów Syryjczyka marzącego o dotarciu do Szwecji i spokojnym życiu w domu z ogródkiem i żółtym psem. Załóżmy, że dostanie się do Szwecji – zostanie ciepło przyjęty, rodzina wprowadzi się do mieszkania socjalnego na przedmieściu powiedzmy Malmö, dostanie zasiłek i utrzymanie. Teoretycznie o to chodziło. Interesujące by było wiedzieć jak szybko będzie postępować rozczarowanie, że mieszkanie w bloku to nie dom z ogródkiem i frustracja, że Szwedzi mają jednak lepiej i zasiłek daje mniejsze możliwości niż praca. Czy tak szybko, by już on zaczął demonstrować w centrum Malmö, czy wolniej i dopiero jego syn zostanie tzw. Wkurzonym, dyskryminowanym i pokrzywdzonym przez los? W Trzecim Świecie ludzie nie mają wielu rzeczy, większość ma jednak telewizory i ogląda luksusowe życie w Europie, a potem nabiera przeświadczenia, że wystarczy się do owej Europy przedostać i już ma się bawarski styl życia. Następny etap to rozczarowanie, że prawdziwe życie to nie sitcom. Tym ludziom nikt nawet nie próbuje przekazać, ż dobrobyt Zachodu to efekt pracy pokoleń i rozwoju trwającego stulecia i że nie da się w nim w pełni uczestniczyć bez włączenia się w ten cykl. Nie oszukujmy ich i siebie – oni niech zrozumieją, że chcąc dzielić z nami życie muszą też podzielać nasze wartości, a my nie dajmy się oszukać, ż każdy obywatel biednych regionów ucieka przed wojną i śmiercią. Każdy woli być zdrowy i bogaty niż biedny i chory i jasne jest, że w Afryce jest gorzej niż w Toskanii, co nie oznacza, że wszyscy Afrykanie muszą zostać Toskańczykami żeby było sprawiedliwie. Lepiej by było spróbować zrobić drugą Bawarię w Afryce niż drugą Afrykę w Bawarii. Ale tego musieliby też chcieć Afrykanie, którzy jak na razie jadą do Bawarii albo wyczekują u siebie desantów żywności, a w wolnych chwilach organizują małe wojny plemienne.

  29. Szanowny Panie Redaktorze,
    Sposób, w jaki był Pan uprzejmy potraktować mój wpis, nie świadczy o Panu najlepiej, jest nawet – przepraszam – ale rodzajem tchórzostwa. Nie wiem po, co włączone są komentarze pod Pańskim blogiem, skoro namiętnie je Pan cenzuruje. Zrozumiałbym to, gdyby w moich komentarzach było nawoływanie do nienawiści na tle rasowym, religijnym, jakieś wulgaryzmy itp., ale nie było. Może, w takim razie, ubodły Pana moje uwagi na temat pewnych braków w komentowanym artykule? Wobec tego – po co, ta mozliwość komentowania, skoro nie wolno przedstawiać krytycznych opinii. Tak, czy owak mam Pana dość, Panie Redaktorze, a Pańskie zachowanie napawa mnie wstrętem, swoje uwagi, zapędów cenzorskich, będę zamieszczał na innych blogach, u autorów, ktorzy jakoś „daja radę” bez cenzurowania, nie bojąc się nawet ostrej, często niesprawiedliwej krytyki. Jeśli jednak, Pańskie zachowanie wynika z niskiego poczucia własnej wartości, to przepraszam, za te niemiłe słowa powyżej, ale tylko w tym wypadku. Powodzenia życzę.

  30. Czy wytłumaczył Pan swojemu rozmówcy ze nawet większość Europejczyków, pomimo lat edukacji i ciężkiej pracy, nigdy nie będzie mieć domu i żółtego psa? Czy wyjaśnił Pan, ze Pana rozmówca drogę do własnego domu musiałby rozpocząć już od wyboru dobrego liceum i ze już napewno jest za późno? Czy może jednak tacy ludzie jak ja bedą musieli do końca życia wynajmować mieszkanie po to żeby rządy UE mogły ludziom takim jak Pana rozmówca te domy zafundować? Czy naprawdę jesteśmy zobligowani do urzeczywistnienia European Dream dla tych ludzi, czy zapewnienie bezpieczeństwa nie wystarczy?

  31. „Tak przynajmniej wynikałoby z poziomu histerii na polskich forach i społecznościówkach”
    Polecam poczytać komentarze na portalach angielskich, francuskich, niemieckich czy nawet amerykańskich. Nastroje tam są podobne jak w Polsce. Imigracja w takiej skali, do tego bez jakiejkolwiek kontroli ze strony krajów Unii, musi budzić społeczny lęk. Nie zapominajmy, że to właśnie media ten chaos jeszcze pogłębiają. Przykład: podobno 70% imigrantów to mężczyźni, ale na prawie wszystkich zdjęciach, filmach czy reportażach – głównie dzieci lub kobiety z dziećmi lub taka rodzina w zbożu – bardzo medialny obrazek. Więc gdzie leży prawda? My do Budapesztu wszyscy nie pojedziemy, że sprawdzić jak jest. Kreujemy swoje poglądy na podstawie tego co „sprzedają” nam media. A co sprzedają każdy widzi…

  32. Migrant to nic innego jak człowiek.
    Jeżeli obawiacie się tego, że to muzułmanie, którzy przybywają do Europy będą popełniać zamachy bombowe to zadajcie sobie pytanie, ilu przybyło już imigrantów z Syrii do Europy i ile popełnili takich zamachów.
    Jeszcze rok temu obawialiśmy się Putina i wojny na Ukrainie. Wielu Polaków zastanawiało się, gdzie wtedy będą uciekać. Ucieczka przed wojną to naturalne zachowanie człowieka i nic nie jest w stanie tego zahamować.

    Także ucieczka w celu poprawy własnego losu jest naturalnym zachowaniem każdej jednostki – inaczej nie byłoby tylu wyjeżdżających z Polski choćby do Anglii. Nie można samemu wyjedżać z względów ekonomicznych i oburzać się, że inni robią to samo.

  33. @ewa leonarda – niby cegła to zawsze cegła ale to nie to samo !
    Zależnie z jakiej gliny ulepiona, jak wypalona może diametralnie rożne właściwości.
    Nie ważne, że to człowiek – ważne, kim jest i jakie są jego prawdziwe zamiary.
    Czy każdego, bez wyjątku, kto zapuka do Twoich drzwi wpuszczasz do mieszkanie bez sprawdzania kto to, skąd i w jakim celu chce wejść.
    Na pewno taki nie zapuka i powie ” to ja – złodziej ( lub morderca ) – przyszedłem Panią obrabować ( albo nawet zamordować ) i dlatego musi mnie Pani wpuścić „.